Najlepsze teksty z boiska #3

Najlepsze teksty z boiska #3

Czas najwyższy zająć się trzecią częścią najlepszych tekstów z boiska. Z racji nawału zajęć postanowiłem długość artykułu skrócić do pięciu haseł – co nawet dla mnie wyjdzie lepiej, bo będę miał materiałów na dalsze artykuły 😉



UWAGA!

Zanim zabierzesz się za lekturę tego tekstu, przeczytaj dwa poniższe (sprawdź zwłaszcza komentarze, bo w nich się trafia dużo perełek)!

  1. Najlepsze teksty z boiska część 1 >>>
  2. Najlepsze teksty z boiska część 2 >>>

No to jak jesteśmy po przeczytaniu, to lecimy 🙂

21. Z ręki czy z nogi?

Bardzo często w piłę grało się na małych, niewymiarowych boiskach. Zwykle było to wylane asfaltem (lepiej) lub betonem (dużo gorzej) przyszkolne boisko, na którym ktoś w prehistorycznych czasach wyrysował krzywe linie do gry w piłkę ręczną.

(Tak na marginesie dopiero po latach zaczęło mnie zastanawiać, jak na tym ktoś mógłby grać w piłkę ręczną – wyobrażenie rzutu i uderzenie klatką piersiową o zatopione w betonie i wystające gdzieniegdzie kawałki żwiru lub upadku na krzywy krawężnik nieco przerosły moje zdolności umysłowe).

Wracając do meritum: w tej zasadzie chodziło o to, że gdy nasze boisko wyglądało jak Wembley inaczej, ustalaliśmy jak będziemy wykonywać auty, klasycznie „z ręki”, czy ekstrawagancko „z nogi”.

Wariant dla mięczaków: z ręki, wariant dla przyszłych gwiazd piłki nożnej: auty wykonujemy z nogi, po uprzednim położeniu piłki w rejonie linii końcowej boiska (a jeżeli linia ta nie była narysowana – to gdzieś mniej więcej, gdzie powinna być).

22. Kto ostatni ten stoi!

W drugiej części wpisu napisałem o legendarnej postaci Grubego, który znajdował się w każdej ekipie i niejako z automatu był desygnowany do niewdzięcznej roli bramkarza (Gruby na budę!).

Jeżeli jednakże nie było Grubego, problem trzeba było inaczej rozwiązać. Krzyczało się Ostatni stoję , podbijało piłkę (kto podbił najmniej razy lądował na bramce) lub biegło do bramki z połowy boiska – kto ostatni dotknął poprzeczki, ten otrzymywał tak wzgardzoną przez wszystkich rolę strażnika bramki i rozpoczynał niecierpliwe odliczanie czasu do najbliższej zmiany.



23. Trzy rogi karny!

W przypadku gier na jedną bramkę lub ekstra małych boisk (gdy graliśmy na przykład dwóch na dwóch w poprzek boiska i bramki były zrobione z plecaków) ta zasada ratowała nas przed nieco absurdalnym wykonywaniem rzutów rożnych, które mijało się z celem przy okrojonych składach.

Gdy jedna drużyna doprowadziła trzy razy do sytuacji, w której piłka minęła linię końcową boiska i wyszła na rzut rożny – przeciwnicy otrzymywali rzut karny. 

Dzięki temu trzeba było grać naprawdę uważnie, nieraz z poświęceniem ratując piłkę przed opuszczeniem pola gry lub – co było diablo perfidne, nabijało się złośliwie przeciwnika, który nieroztropnie w próbie odebrania futbolówki zapędził się z nami i zapomniał o tej, w sumie, bardzo pomocnej zasadzie.

24. Trzy kroki od kwoki!

Z racji olbrzymiego zaangażowania w grę (bez różnicy jaka była stawka meczu – zawsze graliśmy na 1000 (słownie tysiąc procent), faule zdarzały się nagminnie. Gdy zdarzały się w rejonie pola karnego, rzecz oczywista, trzeba było ustawić mur.

Tu z pomocą przychodził nam ten niezawodny przepis, dzięki któremu wiedzieliśmy, że mur trzeba ustawić w odległości trzech kroków od piłki.

Oczywiście kroki krokom nierówne, co często prowadziło do waśni, gdyż napastnik sadził je iście długie, jakby rozpędzał się do trójskoku, natomiast obrońcy korygowali odległość mikrokami przypominającymi niecierpliwe dreptanie w miejscu, podczas oczekiwania na toaletę, gdy w jelitach trwa w najlepsze rewolucja biegunkowa.

Tutaj jeszcze na marginesie dodam, że zacięcia i zaangażowania w grę spokojnie mogliby się od nas uczyć niektórzy zawodnicy polskiej ekstraklasy – przydałoby im się to 😉

25. Niewymiarowe!

Ten przepis dotyczy bezpośrednio powyższego – w przypadku gdy wyznaczaliśmy mur i osoba mająca wykonywać rzut wolny podnosiła larum, że mur stoi za blisko – używaliśmy argumentu niewymiarowe  – co oznaczało, że przepis trzy kroki od kwoki  można było dowolnie modyfikować.

Innymi słowy – zmniejszaliśmy odległość według własnego uznania, ponieważ boisko było mniejsze niż przewidziane przez przepisy (choć tak naprawdę nikt nie miał pojęcia, jaka ta odległość muru od piłki być powinna).

Zostaw komentarz! Napisz co Ty najlepiej wspominasz 🙂

Na koniec jak zawsze prośba – napisz  w komentarzu pod artykułem co Ty najlepiej wspominasz ze szkolnego boiska – jakie powiedzonko, przysłowie, hasło, formułę :). 

Mam nadzieje, że ten blog będzie miejscem, gdzie ludzie z naszego pokolenia będą mogli wejść i powspominać sobie „jak to kiedyś się grało” 🙂

Tutaj znajdziesz pierwszą część tekstu>>> 

Tutaj znajdziesz drugą część tekstu >>> 


Nie zapomnij sprawdzić co mamy w sklepie 🙂

 

 

 

 

O autorze

Gigi

Urodziłem się w roku 86, równiutko 3 miesiące po tym jak reaktor w Czarnobylu eksplodował światłością wiekuistą. Ubóstwiam Baldurs Gate, Heroes III i dobrą muzę z lat 90. Jestem zapalonym fanem białych majteczek Anny.

Powiązane posty

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Podobał Ci się ten tekst? Dołącz do nas na Facebooku i nie przegap NOWYCH artykułów!
Polub MagiczneLata90.pl na Facebooku