Najlepsze teksty z boiska #1

Najlepsze teksty z boiska #1

2-3 lata temu polski internet rozszalał się na punkcie haseł Typowego Seby. Standardowo, ktoś wyciągnął zdjęcie, dorobił podpis, wyprodukował mem, zrujnował komuś życie i sieć zaroiła od obrazków zawierających najlepsze hasła, które pamiętaliśmy z czasów dziecięctwa.

Prowadząc profil i bloga pomyślałem sobie, że warto zapisać te teksty bo:

a) jak będę stary i stertyczały nie będę pamiętał o co chodziło
b) wraz z wiekiem kolejne teksty będą odchodzić w niepamięć
c) liczę, że w komentarzach dopiszcie wasze teksty z boiska – wraz z krótkim wyjaśnieniem



No to lecimy, z pierwszym zestawem:

1. Na stare czy na nowe

W czasach kiedy ganialiśmy za piłką, zmieniały się zasady FIFA – główną (o ile dobrze pamiętam), był fakt, że bramkarz po podaniu nie mógł łapać piłki w ręce. Ważna rzecz do ustalenia przed każdym meczem.

2. Szmata nie lata

W trakcie gry w marynarza, gdy bramkarz nabijał zawodników – mogło się zdarzyć tak, że rzucona piłka miała kontakt z materiałem spodenek, ale nie dotknęła ciała. Podobnie było, gdy wychodziła na aut/róg i otarła się o któregoś z graczy. Uznawano gremialnie wtedy, że dotknięcie ubrania się nie liczy  w związku z czym strata pozostawała po stronie tego, kto kopał.

3. Słupek/poprzeczka ratuje

Kiedy grało się w marynarza, gdy któryś zawodników uderzył tak niefortunnie, że piłka zamiast do bramki wyleciała poza boisko – nie musiał zmieniać golkipera.

4. Masz bluzę, będziesz się rzucał

Ten sztandarowy argument był zawsze używany, by uświadomić bramkarzowi, że ma być niczym fryga i grać ze 100% poświęceniem. Czytaj – rzucać się jak dziki w kierunku piłki zmierzającej w kierunku bramki (zwłaszcza gdy piłka wymagała od niego większej interakcji niż dostawienie nogi). Jak wiadomo pancerz z bluzy dawał +50 do odporności na otarcia, siniaki i wszelkie inne rany tłuczone.

5. Pierwszy wszystko

Przed każdym meczem trzeba było ustalić hierarchię w wykonywaniu kluczowych fragmentów gry (rzuty karne, rzuty wolne). Kto najgłośniej krzyknął na początku meczu Pierwszy wszystko rezerwował sobie prawo do uderzania… jako pierwszy 🙂 Naturalną kolejną rzeczy było, że potem rozpoczęło się skandowanie – gdy gracze rezerwowali kolejne miejsca (drugi wszystko, trzeci wszystko, czwarty wszystko, etc…).



6. Ostatni stoję

W czasach szczenięcych pozycja bramkarza była najbardziej znienawidzoną rolą na boisku. Jeżeli nie miałeś w ekipie Grubego (którego z automatu stawiało się na bramce), trzeba było ustalić kto będzie strzegł bramki. Podobnie jak w powyższym przykładzie – wystarczyło głośno krzyknąć, by zaklepać sobie miejsce na końcu przy wypełnianiu tego przykrego obowiązku (i podobnie okrzyk ten wywoływał lawinę kolejnych okrzyków: przedostatni, przedprzed, przedprzedprzed, itd.)

7. Z kapy każdy umie

Wrogiem nr 1 jeżeli chodzi o technikę strzały było uderzanie z tzw. szpica lub kapy (tak się mówiło na Śląsku). Wiadomo, strzał taki był bardzo silny, trudny do obrony (o ile zmierzał w światło bramki). W związku z tym, przez tych lepszych zawodników był traktowany z dużym lekceważeniem i stwierdzeniem jak w tytule akapitu. Najlepsi byli oczywiście Ci co strzelali lekko, technicznie, z podcinką albo podkręconą.

8. Specjalnie puściłeś, stoisz drugą

Kiedy Gruby był chory, albo u babci i musieliśmy ustalić, kto stoi na bramce. Były dwie metody. Czasowa – jeżeli ktoś jakimś cudem zachował zegarek CASIO z Komunii – ustalało się zmiany po 5 minut i do obowiązków bramkarza poza rzucaniem się należało stałe monitorowanie upływającego czasu (by radośnie w momencie zero ryknąć na pół osiedla ZMIANA). Druga metoda była bardziej perfidna (i patrząc z perspektywy czasu absurdalnie nielogiczna) – bramkarz zmieniał się po puszczonej bramce.

Aby przeciwdziałać oszustwom polegającym na specjalnym wpuszczaniu bramek wprowadzono banalnie prostą zasadę: puściłeś specjalnie, stoisz dalej. Weryfikacja poziomu lekceważenia obowiązku bramkarskiego była w pełni demokratyczny – po straconym golu w kilka sekund cała drużyna oceniała stopień zaangażowania golkipera.

Przy negatywnym werdykcie – zmiana nie następowała.

9. Ej, nie kiwaj się

Gdy jeden z graczy prezentował nieco lepsze umiejętności – oddawał się namiętnemu dryblingowi, chcąc (niczym w Fifie 98) za jednym zamachem przejść całe boisko. Należało go przywołać do porządku i zachęcić do podania.

10. Rękakarnystrzelam!

Jeżeli w polu karnym, któryś z obrońców zagrał ręką należało głośno (i najszybciej) krzyknąć. Clue było wypowiedzenie słów: ręka, karny, strzelam na jednym wydechu. Dzięki temu, osoba, która pierwsza zauważyła sprzeczne z zasadami zagranie – zyskiwała prawo do egzekwowania rzutu karnego.  Zasada ta kolidowała dość często z pierwszy wszystko w związku z czym dochodziło na jej tle do spiąć do do kolejności strzelania.

A Ty pamiętasz jakąś zasadę? Pisz w komentarzu, jak się uzbiera – zrobimy drugą część 🙂

źródło zdjęcia: foto.siemiatycze.com.pl

O autorze

Gigi

Urodziłem się w roku 86, równiutko 3 miesiące po tym jak reaktor w Czarnobylu eksplodował światłością wiekuistą. Ubóstwiam Baldurs Gate, Heroes III i dobrą muzę z lat 90. Jestem zapalonym fanem białych majteczek Anny.

Powiązane posty

  • R

    Co do 3 pozycji to ja miałem zetknięcie z takim hasłem – Słupek, poprzeczka ratuje człowieczka 🙂

    Z innych – „Prawo Pascala – kto piłkę wybił ten zapie*dala” 🙂

    • Też znam te hasła 🙂 Mam już je wpisane do listy II części artykułu. Dzięki za komentarz!

  • Droomboo

    Kto peci ten leci – kto daleko wybił piłkę ten musiał po nią iść.
    Grało się tez ze bramkarz był „lotny” albo „kto bliżej”

    • Dopisuję, będzie w drugiej części artykułu 🙂

  • Droomboo

    U nas gralo sie mecze np „klasaki” czyli klasa na klasę tyle ze mecz poza szkołą na jakimś osiedlowym boisku. Były tez mecze „blokowe” czyli ekipa z jednego bloku na ekipę z innego i te chyba budziły najwięcej emocji. Wtedy bylo dużo ludzi do grania i trzeba było byc naprawde dobrym żeby lapac się do składu z danego bloku, taki mecz potrafiło oglądać pól osiedla.. To były czasy 🙂

    • My mówiliśmy klasowe – mam zaplanowany cały wpis o tym: jak się robiło koszulki, przygotowało taktykę, kto miał być kapitanem, kto grał w ataki, kto na budzie, co ze zmianami i szkolną gazetką, która prezentowała wyniki… Trochę tego było 🙂

  • pat

    Moja piłka, nie stoję

  • Sław

    U nas na marynarza mówiło się Warszawa.

  • Domin

    No i klasyk … „prawo Pascala, kto kopnie ten zapier…a” 🙂

  • Phoenix(L)k

    Nie ma zza połowy!! 😉

    Z ręki czy z nogi?? (auty)

    Gramy na rogi czy na korki??

  • Jaro

    Podstawowy tekst: GRUBY NA BRAMKĘ 😀

    • Hahaha, w każdej ekipie, na każdym boisku musiał być jeden biedny gruby 🙂

  • Pawlinho

    Kto ostatni kucnie ten stoi, albo kto ostatni dotknie poprzeczki ten stoi 😉 jak nie było „grubego” na bramkę 😉

  • Maciek

    ja słyszałem trochę brzydsze: prawo paskala, kto jeb..ie ten zapie…la 😛

    • U nas było, kto wyp$%#dala 🙂

  • Michał

    3 rogi i karny hehe, tak było 😉

  • Jagoda

    Hahaha, cudowny tekst i cudowne lata! Duże propsy za wspaniale lekkie pióro i poczucie humoru, autorze! :)))

    • Dzięki bardzo, staram się jak mogę 🙂

  • kuba

    U nas grało się w kopa, ostatnia bramka musiała paść z główki a gdy ktoś wybił kopiac z przewrotki nie musiał stawać na bramce – przewrotka ratuje.

  • Wyścig z połowy do poprzeczki rozwiązywał problem braku grubego.

  • Bartosz

    ‚Nie ma z całej pety’ albo ‚Nie ma z napału’

  • Mac

    „Kolowanie ” kapitanow przy wybieraniu skladow.

    Liczrnie tiptopow aby okreslic szerokosc barmki- slupki z plecakow.

    „Trzy kroki od kwoki” wytyczenie odlegloaci muru od pilki, przy rzucie wolnym.

    -reka karny.
    -nabita, nie liczy sie.
    🙂

  • Marcin

    U nas trzeba najpierw było zagrać w Tip-Topy aby zwyciezca mogl zaczac wybierac zawodnikow do swojej druzyny. Ostatnich dwoch zawsze stalo na kaście (bramce)

  • Adrian

    U mnie jeszcze jak grali sie właśnie w jedynke czy jedynki nie pamiętam dokladnie to byly kary dla ostatniego bramkarza który wpuscil ustalony z góry limit bramek karą byly tzw „świnki” czyli musial ustami wyciągać patyczek który byl wbityniemal calkowicie w goreczke usypana z piasku xD albo pamiętam ze gdy ktos nie trafił w bramke z pietki, przewrotki lub glowki czy angielki to go właśnie ratowało od wejścia na bramkę 😀

  • Marcin

    1. „- Daj łyka!”
    „- Kranówa!” Po grze lub w przerwie gry.
    2. „Zeszła mi!” Tekst, który padał po nieudanym strzale.
    3. „Którą gramy?” Czyli którą piłką gramy.
    4. „Kto waluje?” Czyli kto wybiera zawodników do ekipy „tiptopując”.
    5. „Z fałsza!” Czyli uderzenie piłki zewnętrzną stroną stopy.
    6. „Wyszła!” Gdy piłka wyszła za linię (przeważnie autową).
    7. „Dobra, graj!” Gdy piłka nieznacznie wyszła za linię autową bądź gdy nastąpił faul nie wyrządzający większej szkody.
    8. „Ty masz flaka/laka!” Wybór piłki przed grą.
    9. „Kanał!”, „Założył kanał!” Gdy piłka przewinęła się komuś między nogami.
    10. „Nie siadaj, bo będzie jajo!”
    11. „Kto na bramie?”
    12. „Lotny!” Bramkarz lotny, czyli taki, który mógł uczestniczyć w grze „latając” po boisku i zostawiając pustą bramkę.
    13. „Z całej epy!” Czyli uderzyć piłkę nogą z całej siły.
    14. „Luta!” Czyli mocny strzał.
    15. „Kasta/brama/siedzi!” Czyli gol.
    16. „Z czuba/z pika!” Czyli uderzenie piłki czubkiem buta (tak mówiło się w zachodniej Wielkopolsce). To odnośnie do punktu siódmego.
    17. „Spojenie!” Gdy ktoś kopnął piłkę prosto w łączenie słupka z poprzeczką.
    18. „Okno/okienko!” Gdy ktoś strzelił gola idealnie pod spojenie.
    19. „Kto bliżej!” Czyli nie było ustalonego bramkarza i bramkarzem był ten, kto w danej chwili był bliżej bramki.

    Na razie tyle pamiętam. Mam nadzieję, że jakiś tekst znajdzie zastosowanie w części drugiej. 🙂

  • Marcin

    Było chyba jeszcze coś takiego, że gdy trwał mecz i przychodził ktoś nowy, to zaczynał od stania na bramce, a gdy jeszcze przyszedł ktoś po nim, to ten nowszy (spóźnialski :)) go zmieniał. He he, „Gruby na bramę!”, „Gruby stoisz!”, a być może nawet „Gruby, nie grasz!”.

  • Arek

    W Krakowie nie mowilo sie marynarz ale „jedno podanie”, ewentualnie w „niemca”. I strzelało sie nie z kapya z „Kazika”

  • Kurde spalony, odpowiedź
    a kto tu patrzy na spalone

    do muru
    sam se stań

    kto zadu……..ł jak kto bramkarz

    pokryj chopa

    znowu w dupe

  • S.

    Z głowki za pięć.
    Z powietrza ratuje.
    Pierwsza wolna.

  • Kamil

    W mojej okolicy (a mieszkam na Warmii) na marynarza mówiło się gra „w jedno podanie” 😉
    W pamięci zapadły mi też rozgrywki z serii „król-mur” 🙂

  • Olo

    U nas na „boju” z czuba mówiło się „z kajora”. I grało sie w „Chinola” albo „schody”. Tak we Wrocławiu to leciało.

  • Damian

    Pkt. 6
    U nas hasłem było: „Osa”, „przed” itd. 🙂

  • u nas jeszcze była gra w Pelego, czyli jeden staje na bramie i główka ratuje 3 rogi karny slupek 5 poprzeczka 10 przewrotka 15

    a z boiska to
    1 Siata czyli kanal miedzy nogami
    2 Kasuj czyli wytnij chama 😀
    3 Przed przed 😀 ostatni wchodzi na brame 😀
    4 graliśmy w króla w przekopywanego 1na1 piłke mozna tylko było dotknac na swojej polowie a na bramce nie mozna bylo dotykac rekoma
    5 z Czuba z Babola z Duzego palca, nie kontrolowane strzały 😉
    6 zerwać pająka strzelic w samo okno bramki
    7 nie kiwaj jestes ostatni 😀 mowilem kurwa nie kiwaj 😀
    8 gralismy jeszcze w taka zabawe z lini karnego strzelales w poprzeczke Ci co trafili strzelali w wypiete dupy tych co nie strzelili byly dwie odleglosci z ciaglej i przerywanej im blizej tym mniej strzalow w dupy 😀
    9 daj zawirować
    10 Wziales 50 gr na oryne (oranzada pomaranczowa lub cytrynowa w szklanej butelce u nas WLKP nazywala sie grodziska)

    reszte to chyba wymienili inni 😀

  • paweł

    Bez podania nie ma gola…:)

  • elvis

    kto ostatni dotknie laty stoi, (na bramie) bramkarz leci (po piłkę jak zostala wybita), nie fiksuj się

  • Zapomniałeś o „na ligówę by weszło”.

  • Kamil

    U nas na „króla przekopywanego” mówiło się „gra na nieprzechodzone”. Była też taka gra jak „kanałki”. Trzeba było trafić do takich betonowych kanałków co były przy oknach od piwnicy. Grało też się w „Amerykana”. Była w niej ustalona kolejność i każdy musiał jednym dotknięciem kopnąć piłką o blok. Pamiętam jeszcze „piątki”,żonglowało się za każdym razem o 5 więcej. Teksty jak widzę wszędzie takie same.

  • Zza połowy się nie liczy! Gdy bylo malo graczy (przewaznie z bramkarzami lotnymi) i kto strzelil z drugiej polowy. 🙂

  • Joker

    u nas grało się też w króla ścian obijanie piłki o ścianę bloku z pierwszej piłki lub tam gdzie się zatrzymała, często podczas gry była afera z mieszkańcami parteru w bloku 🙂
    grało się w Niemca też pierwsza wolna itd. poprzeczka ratuje w Świętokrzyskim takie relacje podblokowe graliśmy też słupek poprzeczka na punkty i od bramki do bramki jak było boisko mniejsze własnej roboty 🙂

  • Albero

    u nas w Płocku gdy był rzut wolny i mur ustawiał się za blisko ktoś zawsze krzyczał, że „niewymiarowe boisko!! 3 metry!!”, czyli 3 metry od piłki miał ustawić się mur 😀

    • Ziomek

      U nas zawsze było:
      – Trzy metry!
      – Niewymiarowe!
      – A chcesz dziewięc? 😀

      No i te wspaniałe bramki z plecaków albo drzew ocena czy piłka leciała pod niewidzialną poprzeczką czy nad 😀

  • Arek

    trzy rogi karny

  • Yataman

    U nas było. Dawjcie gramy w ganiańca albo jedno podanie ale nie ma z pierwszej- Polegalo to ze losowalismy kto stoi na bramce jako pierwszy po przez trafiane w poprzeczke, kto nie trafil ten byl bramkarzem, po wyborze bramkarza reszta probowala strzelic mu bramki. Tekst nie ma z pierewszej dotyczyl tego ze bramkarz jak odbil pilke osoba nie mogla odrazu strzelac tylko np podac komus. Nie mozna bylo jednej osobie dotknac pilki dwa razy z rzedu strzaly mialy byc lekkie techniczne strzaly,kto nie trafil w swiatlo bramki albo dotknal dwa razy pod rzad pilke
    stawal na bramce.
    tak samo mowilo sie „nie strzelaj z kajora” czyli z czuba.

  • Abdżymnik

    Powiedzcie mi jak to było możliwe w czasach bez internetu i telefonów komórkowych, że praktycznie w całym kraju grało się na podwórku na podobnych zasadach ? Chyba tylko i wyłącznie przekaz ustny 🙂 ale to były piękne czasy, przede wszystkim beztroskie.
    U mnie w rejonie (woj. Łódzkie) grę w Marynarza nazywaliśmy Maryna. Grało się też w Tysiąca, te same zasady co w Marynarzu tylko gol, słupek, spojenie i poprzeczka były punktowane. Gol chyba za 50, słupek za 100, poprzeczka za 200 no i spojenie, 500 pkt 😀 Wyobraźcie sobie grę na trzepaku gdzie były 2 poprzeczki i 4 spojenia 😀 Raz pamiętam kumpel tak kopnął piłkę, że ta odbiła się w sumie 4 razy od poprzeczki 😀 Nigdy nie udało się tego powtórzyć. Jak wbiliśmy bramkarzowi 1000 pkt, to stawał tyłem do nas i strzelaliśmy mu karniaki w dupę 😀
    Przed Maryną lub Tysiącem bramkarza wybieraliśmy w ten sposób: Kto najmniej razy podbiję piłkę to stoi na budzie 🙂 Oczywiście nie wolno było strzelać z kazika czyli z czuba.
    Super czasy, marzy mi się, aby ktoś wymyślił wynalazek potrafiący wyświetlać na TV nasze wspomnienia. To by było coś pięknego 🙂

  • Mic

    grajac w tzw marynarza lub jedno podanie mozna bylo dotknac tylko raz lecz kiedy ktos uz dotknal a chcial po raz drugi pytal o pozwolenie dotkniecia wiec inny badz inni w celu zmyłki mowili mu ,,MOJŻESZ” po czym dotykal i szedl na bramke za dotknecie

  • Sebastian

    Świetny pomysł na spisanie,tych wszystkich boiskowych mądrości :).Może coś dorzucę z boiska szkolnego przy Szkole Podstawowej Nr.11 im.Marii Dąbrowskiej w Częstochowie.

    1.Pamiętam że bodajże po mistrzostwach świata w 94 w USA,eksperymentalnie próbowaliśmy wykonywać auty z ziemi,tak jak na mundialu.Po kilku tygodniach męczenia się z tym nowym przepisem zrezygnowaliśmy,przepis na szczęście był testowany tylko na mundialu i nie został wprowadzony przez FIFA.
    Jeszcze jedno mi się przypomniało ważnym elementem każdego spotkania był wybór składów,oczywiście znaliśmy się jak łyse konie i każdy wiedział z Kim chce grać. A więc tak dwóch kapitanów musiało najpierw ustalić kolejność wybierania,metody które pamiętam to podbijanie piłki,kto więcej podbije ten pierwszy wybiera,odmierzanie na stópki,czyli Kogo pierwszy but stanie na bucie przeciwnika ten wybiera pierwszy,ewentualnie rzut monetą i analogicznie.
    2.W moich stronach gra Marynarz miała drugą nazwę mianowicie Auto noga i ta nazwa była bardziej popularna.Dosyć popularną a nie wymienioną w tym opracowaniu zabawą z piłką był Król Strzelców.Zasady tej gry wyglądały następująco.Kilku graczy wykonywało po sobie rzuty karne,zmieniając się na bramce po każdej serii wykonanych strzałów osoba która oddała najwięcej celnych strzałów zdobywała literę z dumnie brzmiącego hasła K R Ó L S T R Z E L C Ó W lub wariant dla prawdziwych koneserów K R Ó L S T R Z E L C Ó W J E S T M I S T R Z E M :). Zdobycie takiego tytułu dodawało dodatkowego splendoru wśród rówieśników.Rozgrywanie takich gier spowodowane było brakiem pełnego składu do rozegrania meczu.
    6.Co do bramkarza mieliśmy jednego potężnego gościa w klasie B.Zawsze chętnie bronił,ale tylko jedną ręką bo w drugiej trzymał kanapkę i zajadał :).
    7.W Naszych rejonach nazywano to zagranie z czuba.

    Dodam jeszcze od siebie kilka lokalnych ciekawostek z Częstochowy-Gnaszyna.

    Bardzo ciekawym zagraniem często stosowanym przeze mnie ,jako że nominalnie grałem na jako napastnik było strzelanie gola z tzw. główki ale nie w klasycznym tego słowa znaczeniu, z rzutu rożnego,autu czy klasycznej wrzutki tylko właściwie wepchnięcie piłki do bramki głową.Wyglądało to w ten sposób że napastnik po udanym zwodzie,kiwce pozostawiając sam na sam z bramkarzem w ostatniej fazie strzału klękał na kolana i głową wbijał piłkę do bramki.Wiązało się to z pewnym ryzykiem mianowicie zawodnik strzelający w ten sposób był narażony ,na obdarcie mordy,nosa i potężnego kopa w tyłek od zawodników drużyny przeciwnej.Z dumą dodam że był to mój popisowy numer i nigdy facjaty nie zdarłem i kopa w dupę nie dostałem :D.

    Pamiętam jeszcze jedną zabawną historię.Dostałem od mamy trampki chińskie w wakacje od rana ciupaliśmy w piłę na szkolnym,nasze boisko było asfaltowe po 10 godzinach gry wracałem do domu na boso ,to były czasy :).

  • Gregor

    Warszawa. Chyba większość napisane, u nas było jedno podanie, pamiętam ze jeszcze szkielet(bramki)ratował, strzał z „krzyzaka”. Skład wybieralismy na PIF-PAF, „kryta bierze”. Graliśmy jeszcze w kwadraty, rysowalismy na asfalcie jeden duży kwadrat a w nim 4 małe, coś na wzór jednego podania ,ze nabijalo się punkty.

  • Piter

    U nas na Śląsku graliśmy w tysiąca albo marynarza na „dupy” albo na kary. Kto przegrał wybierał albo strzały z metra piłka w tylek albo kara, najczęściej 2 rundy wokół boiska albo przysiady. Bez podania nie ma grania oczywiście przypominał sobie każdy przy golu ze środka boiska.

  • Piter

    Aa no i oczywiście wybieranie składów. Numerki pamiętacie? A 3 ostatnich, którzy zostali do wybrani byli łyżka widelec nóż

  • Tomasz

    Na Warmii na „marynarza” mówiło się w „dwunastki”.Różnica: należało ustalić czy licznik wpuszczonych bramek liczy się osobno dla każdej osoby czy jest przypisany do bramki (punkt przechodzone). Grało się jak nazwa wskazuje do 12 😉

  • Hubert Szklanny

    My grali w Rudzie Śląskiej w „tyka” abo w 1000-ca 😉 W tyka trzeba było przenajmniej dwa podania w powietrzu wymienic i strzelić z pierwszej piłki, w tysiąca podobne zasady ino celowało sie w słupki-100, poprzeczka (lata)-200 albo spojenie-500 pkt, zwykly gol za 50.

    Grali my też „Z budy do budy” do 10 bramek, jak było nas 4 to w kraty, jako ze boisko mieliśmy ogrodzone, wtedy grało sie 2vs2 i nie dość ze trzeba bylo strzec bramki to jeszcze dolnej czesci kraty na swojej polowie bo gdy ktos w nia uderzyl to zawodnik odpadał i zostawał tylko 1 na 2-óch 😉

    Jak było nos za dużo do grania np. 16-stu to grali my turnieje, 4×4 kazdy z kazdym 😉 oczywiscie wybierali najlepsi 😉 ale z tych najlepszych najslabszy pierwszy, chyba ze nikt nie chcial wybierac to inni decydowali kto bydzie miec ten zaszczyt 😉

    Jedne z haseł które tukej chyba jeszcze nie padło to:”Wracej sie, ty ino atakujesz i nic nie lotosz(biegasz)!!!” przy czym używali my raczej troszka mocniejszego, wulgarniejszego języka 😉

  • Mamil

    „Auty z ręki czy z nogi”?
    „Nie w szczepionkę”
    „Bramkarz do połowy”
    „Panowie powrót ku*wa…”
    „Z piętki liczy się podwójnie”
    „Z rożnych nie wkręcamy”
    Najważniejsza i tak była zasada, żeby szanować (nawet jak się go nie lubiało) tego, który przyniósł piłkę, bo jak rzucił fochem i zabrał piłkę, to cały misterny plan w pi*du 🙂

    • Najgorzej jak była kumulacja, gdy Gruby miał najlepszą piłkę. I weź go tu wyślij na bramkę 😛

Podobał Ci się ten tekst? Dołącz do nas na Facebooku i nie przegap NOWYCH artykułów!
Polub MagiczneLata90.pl na Facebooku